Czy się narodzisz?
W cichy, grudniowy, śnieżnobiały wieczór
Zaglądam do domów ludzi nieznanych
Widzę jak się bawią, martwią
Śpią i zamyślają
I jak u niektórych pustka z oczu bije
Jedni są szczęśliwi
Mają siebie, dzieci
Inni z boleścią na twarzy i skłonioną głową
…i szukam wśród ludzi Ciebie, dobry Panie
Jesteś ukryty w małym pudełku,
Zakurzonej księdze
Wyschniętym kropidle
Wisisz na krzyżu z umęczoną twarzą
Albo leżysz w żłóbku
Mały, nieruchomy
Jak to się dzieje, że rodzisz się tylko
Wśród nocnej ciszy i w małej stajence
A moc truchleje jedynie w kolędzie
Dlaczego Ty, taki święty, żywy, wielki, wieczny
Umarłeś w domach tylu ludzi grzesznych…?
Może w ten cichy, grudniowy, śnieżnobiały wieczór
Narodzisz się w sercach ludzi utrudzonych
Wniesiesz bogactwo życia i nadziei
Na lepsze jutro
Na szczęście w wieczności…

